O mnie

Mam na imię Diana i 33 lata. Posiadam dwóch fajnych synów i jednego (choć drugiego) męża, też fajnego 😉 Do stworzenia tej strony nakłoniło mnie moje zdrowie, a raczej jego brak, jak również zamiłowanie do życia zgodnego z naturą. Odkąd pamiętam interesowałam się składem produktów podawanym na opakowaniach, sportem, medycyną naturalną. Niestety nie wszystko, co przeczytałam udawało się wdrożyć w życie. Ciągły pośpiech, praca po 14 godzin i ogromny stres powodowały, że brakowało czasu dla siebie. Świetnie wywiązywałam się z roli matki, żony, pracownika, ale w tym wszystkim zapominałam o sobie.

Mam za sobą traumatyczne dzieciństwo, o którym mogłabym napisać książkę. Życie dorosłe również mnie nie oszczędziło. Przeżyłam depresję, stan przedzawałowy, 1,5 roczną bezsenność i totalny rozstrój organizmu.

Obecnego męża poznałam kilka lat temu. Pobraliśmy się, urodziłam wspaniałego chłopczyka. Wydawało się, że moje życie w końcu nabiera sensu, że po tych wszystkich burzach nareszcie wyszło słońce i już nigdy zajdzie. Niestety, po porodzie zaczęłam bardzo chorować. Potworne zmęczenie, ból i zawroty głowy, nerwowość i szereg innych dolegliwości pozbawiało mnie radości z mojego „słońca”. Ciągłe infekcje, zapalenia płuc, zatok, jajników, jelit doprowadziły do wycieńczenia organizmu i pobytu w szpitalu. Po kolejnej serii antybiotyków o szerokim spektrum działania wypisano mnie ze szpitala i poszłam do pracy, bo oczywiście jak ja mogłam pozwolić sobie na odpoczynek i nic nie robienie.

W marcu tego roku poproszona przez koleżankę o uczestnictwo w wolontariacie Fundacji Ronalda McDonalda zostałam wręcz na siłę przebadana przez lekarza, który widział, że coś złego się ze mną dzieje. Po wykonaniu zleconych badań stwierdzono u mnie Hashimoto wraz z niedoczynnością tarczycy, zmęczone nadnercza, kręgosłup w fatalnym stanie, zanik chrząstki stawowej i generalnie wyeksploatowany organizm, który się dosłownie sypał. Moje wyniki były bardzo złe, ale cieszyłam się że znalazłam usprawiedliwienie na moje fatalne samopoczucie, gdyż od dłuższego czasu czułam się jakbym była odurzona, a wszystko co wokół mnie się działo, jakby było snem.

Należę do ludzi, którzy wielokrotnie upadają, ale później podnoszą się z podwojoną siłą. Pomyślałam… czas działać, muszę wrócić do zdrowia! Przecież nie mogę się poddać, muszę, a raczej chcę być szczęśliwą, dawać szczęście innym. Nie chcę żeby moje dzieci widziały ciągle przygnębioną i sfrustrowaną mamę. Chciałam dać im coś lepszego, niż to co ja otrzymałam w dzieciństwie. Zaczęłam czytać i zgłębiać temat mojej choroby, a także szukać przyczyny jej pojawienia się. Od lekarzy usłyszałam, że jest to choroba nieuleczalna i do końca życia mam przyjmować hormony, które nie zagwarantują mi dobrego samopoczucia. Mało pocieszające! Postawiłam sobie za cel, że wyzdrowieję i będę czuła się świetnie. Skoro nie posiadam Hashi od urodzenia, to gdzieś musiał pojawić się czynnik wyzwalający chorobę i logicznie rzecz biorąc, eliminując go i odżywiając organizm, mogę wrócić do zdrowia. Wiedziałam, że nie załatwię sprawy pastylką z hormonem, która ma mnie witać na dzień dobry.

Tak zaczęłam moją przygodę z Hashimoto i wyniszczonym organizmem. Chcę podzielić się z Tobą moimi doświadczeniami i dodać Ci wiary w wyzdrowienie. Chciałabym również poznać Twoją historię i dowiedzieć się jak dbasz o swoje zdrowie. Taka wymiana doświadczeń wzbogaca obie strony. Jak napisał Robert Gren Ingersoll: „Gdybym miał w tej sprawie coś do powiedzenia, uczyniłbym zaraźliwym zdrowie, a nie chorobę.” Chcę zarażać zdrowiem. Jeżeli mogę pomóc choć jednej osobie poczuć się lepiej, to wszelkie wysiłki są tego warte 🙂 🙂 🙂

Diana

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com